Charyzmatyczny lider grupy Piersi - Paweł Kukiz całkiem niedawno odwiedził Lublin. Muszę przyznac, że o rozmowie z nim marzyłem od dawna. Chyba od momentu kiedy usłyszałem jego rozmowę z Kubą Wojewódzkim. Pomyslałem sobie wtedy, że to nie tylko dobry muzyk, ale bardzo ciekawa osobowość o kontrowersyjnych poglądach. Przygotowując się do rozmowy z Pawłem planowałem sprowokować go do wypowiedzenia sie na tematy nie tylko muzyczne, ale również ogólnie mowiąc- światopoglądowe. Jak sie okazało, nie potrzebne byly żadne zabiegi...Lider Piersi z właściwą sobie lekkością wyznawał co myśli o polityce, nowym Rządzie, czy Prezydencie...
G O R Ą C O P O L E C A M W Y W I A D Z P A W Ł E M K U K I Z E M :
Największe emocje podczas Kozienalii 2008 wzbudził według nas koncert zespołu Łzy.
Każdy kto odwiedził Wydział artystyczny UMCS miał okazję przekonać się ile siły i energii może drzemać w tak subtelnej kobiecie jak Ania Wyszkoni.
To było najbardziej energetyczne wydarzenie ze wszystkich imprez studenckich w tym roku.
Ania wraz z zespołem rozgrzała nas do czerwoności. Publiczność doskonale znała teksty piosenek przez co można było odnieść wrażenie, że wokalistów jest kilka tysięcy.
Ania na tym koncercie pokazała swoje dwie dusze. Anielską - akustyczną i diabelską - rockową. Trzeba przyznać, że obie przypadły nam do gustu. Jesteśmy pewni, że nie tylko nam.
Prawie wszystko było dopięte na ostatni guzik. Prawie... w tym momencie chcielibyśmy pozdrowić organizatorą, którzy dołożyli wszwelkich starań aby utrudnić nam życie. Koledzy studenci - więcej pokory!!! To nasze wspólne święto.
Śmietanka polskiego kabaretuwystąpiła 15 maja na KUL-u w ramach dni kultury studenckiej - KULTURALIA. Ci , Którzy odważyli sie przyjąć tak dużą dawkę śmiechu mogli czuć się usatysfakcjonowani, bo ponad trzy godziny świetnych skeczy wprowadziły w dobry humor nawet największych smutasów!!!
Kabaret Skeczów Męczących:
Paranienormalni:
Halama:
Michał Chrzanowski & Emil Pielecki i Paulina Kochańczyk
Wczoraj w lubelskim klubie MC' przy Skłodowskiej odbył się koncert duetu WET FINGERS (muzyka klubowa/house) w składzie DJ ADAMUS oraz MAFIA MIKE, natomiast na scenie reggae/dancehall wystąpił TONY JUNIOR B.I.G. Występy artystów są częscią dni studenckich KULTURALIA 2008.
Zdjęcia z imprezy:
Emil Pielecki i Wet Fingers w składzie Mafia Mike i DJ Adamus
Ostatnimi czasy w Lublinie coraz częściej organizowane są imprezy pod hasłem bitwy na skrecze. Okazuje się, że reprezentacja z Lublina jest naprawdę silna. Zawody są naprawdę na wysokim poziomie, cieszą się popularnością dzięki czemu sale są wypełnione po brzegi.
Co tu dużo mówić... Oceńcie sami!
Poniżej zamieszczamy video i zdjęcia z zawodów.
Grand Hip Hop Battle (video) i Skrecz Session (zdjęcia):
Michał Chrzanowski & Emil Pielecki i Paulina Kochańczyk
W minioną sobotę każdy fan Szymona Wydry & Carpe Diem zapewne był w centrum handlowym E'Leclerc. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Z okazji dziesiątych urodzin supermarketu odbył się koncert Szymona i jego grupy.
Niestety nie zobaczyliśmy wszystkich członków Carpe Diem. Spowodowane było to tym, że występ utrzymany był w konwencji akustycznej. Może i zabrakło rockowych gitar i perkusji, ale za to byl nastrój, którego zapewne nikt z nas nie zapomni. Bylo dużo melodyjnych utworów, przy których każdy dobrze się bawił.
Po koncercie Szymon rozdawał autografy. Każdy kto chciał mógł otrzymać podpis swojego ulubionego wokalisty.
Naszym zdaniem występ Szymona Wydry & Carpe Diem był naprawdę na wysokim poziomie. Brzmienie akustycznych gitar wyzwalało w każdym pozytywne emocje. Kto nie był nich żałuje!
Już czwarta impreza z cyklu CHONABIBE! w Lublinie, odbyła się w 12 kwietnia w Klubie Archiwum. Organizatorzy mówią o niej że to zderzenie dwóch muzycznych mocy na dwóch salach, czyli gorące reggae, dancehall i hip hop kontra drum'n'bass, jungle, i wszystko co podkręca tempo. Szczegóły, zdjęcia oraz filmy na stronie www.myspace.com/chonabibe. Tygodniuffka przygotowała dla Was fotoreportaż z tej imprezy.
A to link do galerii gdzie znajdziecie pozostałe fotki, ściślej 150szt.,
Podczas pobytu we Włoszech nie mogliśmy sobie odmówić pójścia na mecz Serie A - najlepszej siatkarskiej ligi świata.
Zwłaszcza, że w zespole Sparklingu Volley Milano gra reprezentant Polski - Łukasz Kadziewicz.
Drużyna Lukasa - ja nazywiają go kibice - wygrała 3:2, a po spotkaniu udało nam się przeprowadzić wywiad, w którym daje wyraźnie do zrozumienia, że ma dość Włoch. WYWIAD Z KADZIEWICZEM:
Oto rozmowa w formie pisemnej:
Emil: Czy poziom drużyny i to co zaprezentowałeś odpowiada Ci w stu procentach?
Łukasz: Nie. Ten sezon jest dramatyczny. Chce jak najszybciej go zakończyć bez kontuzji. Spakować się i wyjechać z tego miasta.
E: Jesteś tu od niedawna. Czy o aklimatyzacji nie ma mowy? Co Ci nie pasuje?
Ł: Nic mi nie pasuje
E: Czyli to kompletnie chybiony transfer?
Ł: Tak, jak najbardziej. Gdybym mógł cofnąć czas... a nie mogę, więc nie ma sensu wypowiadać się w takiej kwesti.
E: Ewentualny powrót do Polski? Czy może masz jakieś inne plany?
Ł: Nie chciałbym zostać we Włoszech - mimo, że to najlepsza liga świata. Czuję się tutaj nienajlepiej. Chce być zdrowy i nic innego mnie nie interesuje.
E: Ale myślisz dalej o kadrze, gdy przyjdzie forma? Czy trener będzie widział Cię w składzie?
Ł: Nie wiem, nie jestem trenerem.
E: Czy atmosfera w zespole wpływa na Twoją formę?
Ł: Uważam, że tak. Nie czuję się dobrze w tym miejscu i nie mogę zaangażować się w stu procentach. Każdy w życiu popełnia blędy. Trzeba się na nich uczyć - tylko szkoda, że na własnych. Został miesiąc czasu. Chcę obejść się bez kontuzji. Zobaczymy jak będzie wyglądał moja przyszłość. Narazie nie widzę tego w różowych barwach.
E: Kończąc ze sportem. Jak podoba Ci się samo miasto?
Piątek, 28 marca - każdy fan zespołu Happysad miał już zaplanowany wieczór. Nie mogło być inaczej gdyż w tym dniu odbył się od dawna oczekiwany koncert popularnej grupy ze Skarżyska Kamiennej.
Około godziny 20.00 na scenie pojawił się zespół Stan Miłości i Zaufania, który miał rozgrzać lubelską publiczność. Jak się później okazało (zdradził to sam wokalista Happysad - Kuba) dobór supportu nie był przypadkowy. To właśnie SMZ pomógł wydać pierwszą płytę Happysad i dotrzeć do szerszej widowni.
Strzał w dziesiątkę - to chyba idealne określenie na występ Stanu.
O 21.00 scena należała już tylko i wyłącznie do Kuby jego załogi.
Już na początku usłyszeliśmy utwór "Zanim pójdę" dzięki, któremu zespół zawitał na listy przebojów. Happysad pokazał wszystko co najlepsze... hity, emocje i energię, którymi podbił serca Polaków.
Od pierwszej do ostatniej minuty koncertu widownia śpiewała każdą piosenkę. Żaden utwór nie był obcy.
Najlepszym dowodem na to, że lubelska publicznośc jest spragniona koncertów na najwyższym poziomie jest fakt, iż wywoływała bohaterów wieczoru trzykrotnie na bis. Nie był to jednak bis jaki wszyscy znamy. Prawdopodobnie trwał on dłużej niż nie jeden koncert.
wokalista Stanu Miłości i Zaufania
To zdecydowanie najlepszy koncert jaki odwiedziła Tygodniuffka!
Specjalnie dla fanów Tygodniuffki i zespołu Happysad przeprowadziliśmy bardzo ciekawy VIDEO-WYWIAD z wokalistą grupy, Kubą Kawalcem
Materiałów z Mediolanu ciąg dalszy... Nasz wyjazd był tak ciekawy i interesujący, że nie da się go opisać w jednym artykule. Przeżyliśmy wiele miłych chwil, do których często wracamy pamięcią. Jedną z nich było niewątpliwie stulecie Interu Mediolan oraz mecz w Lidze Mistrzów.
Przed spotkaniem Interu udało nam się porozmawiać z Lorisem Felettim (po lewej) - szefem jednej z największych grup kibiców wspierających Inter Mediolan.
Michał Chrzanowski:Od jak dawna kibicujesz Interowi Mediolan?
Loris Feletti:Od ponad 15 lat. Pierwszy mecz na Curva Nord (sektor na San Siro dla kibiców Interu przyp. red.) oglądałem, gdy miałem 14 lat i to był Inter – Fiorentina w 1991. Pierwszy mecz na San Siro oglądałem ze swoim ojcem i to był mecz w ramach rozgrywek Pucharu UEFA, Inter – Real Madryt w 1982. Pamiętam, że Inter wygrał to spotkanie 2:0 ale w rewanżu Real wygrał 3:0 i awansował do półfinału.
M.Ch.: Możesz powiedzieć coś na temat Boys San Milano? Od kiedy jest oficjalną grupą? Kto ją stworzył i kiedy?
L.F.: Boys San Milano jest historyczną grupą Curva Nord ale istnieją także inne równie ważne grupy np. Vikings, Irridubicili, Ultras i Milano Nerazzurra. Jak już wspominałem Boys San to historyczna grupa, która została założona w 1969 na San Siro przez kilku chłopaków. Pierwszy raz kiedy możemy zobaczyć transparenty Boys San na San Siro to 1970. Na arenie europejskiej Boys San pokazali się po raz pierwszy w finale Pucharu Europy Inter – Ajax w Roterdamie. Niestety Inter przegrał. Grupa Boys San była i jest obecna we wszystkich spotkaniach Interu.
M.Ch.: Czyli jesteście grupą, która wspiera Inter we wszystkich rozgrywkach; zarówno we Włoszech jak i w Europie?
L.F.:Oczywiście w całej Europie. Jesteśmy na wszystkich meczach. W Serie A jest to łatwe, ale w Europie staramy się być razem z naszą drużyną. Np. byliśmy w Moskwie i innych odległych miastach takich jak Kijów, do którego trudno jest dojechać samochodem lub busem z Italii.
M.Ch.: Oprawy Curva Nord są jednymi z najlepszych w Europie. Kto tworzy tę choreografię?
L.F.: Wielu chłopaków. Ludzi w wieku od 16 do 35 lat. Każdy z nas ma swoje obowiązki, ale w wolnych chwilach wspieramy Inter. Jesteśmy grupą formalną i możemy robić zdjęcia i sprzedawać koszulki oraz gadżety Boys San. Za te pieniądze tworzymy choreografię.
M.Ch.: Jak liczna jest grupa Boys San?
L.F.: Jest nas ponad 200 kibiców, którzy oglądają mecze Interu we Włoszech i Europie. W innych grupach liczba członków jest podobna. Około 20 lat temu była jeszcze jedna ważna grupa Skin, ale została rozwiązana i nie ma już wstępu na San Siro.
M.Ch.: Kto może zostać członkiem Boys San Milano? Tylko kibice z Włoch, czy może z całej Europy i świata?
L.F.: Z całej Europy. Wyznacznikiem jest to, że musisz być miłym, jesteś Interista (kibicem Interu). Np. mamy przyjaciół z Hiszpanii, Holandii i Niemiec. Główną zasadą jest to, że musisz być kibicem Interu.
M.Ch.: Dziś jest mecz Interu Mediolan z Liverpoolem w Lidze Mistrzów (11.03). Jak będzie wyglądać choreografia na to spotkanie?
L.F.: Będzie to duża flaga w kolorach Włoch oraz flaga w niebiesko-czarnych barwach Interu. Mam nadzieję, że będzie to ciekawa choreografia.
M.Ch.: Czy Inter zdoła awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów?
L.F.: Mam taką nadzieję, ale wiem, że będzie to bardzo trudne. Liverpool to silna drużyna. Np. dzisiaj przyjechali do nas przyjaciele z Rzymu – uwaga z Lazio - by wspierać Inter. Pomiędzy tymi klubami (Inter i Lazio) jest wielka przyjaźń. W Europie mamy dobre stosunki z Valencią. We Włoszech nie lubimy Romy, Juventusu i oczywiście Milanu, a tekże Palermo, Atalanty i Brescii. Jeszcze siedem lat temu byliśmy przyjaźnie nastawieni z Veroną, ale ta przyjaźń została zerwana.
M.Ch.: Dziękuję bardzo za wywiad i miejmy nadzieję, że Inter awansuje.
L.F.: Także dziękuję za wywiad. Kocham Polskę. Trzymajcie się.
Długo zastanawialiśmy się jak rozpocząć naszą relację z pobytu we Włoszech. Co przychodzi nam na myśl gdy myślimy o Mediolanie? Plac Duomo, La Scala, wielcy projektanci, czy może San Siro? Gdy po powrocie przeglądalismy zdjęcia, jedno przykuło szczególnie naszą uwagę - piękna włoszka na różowym skuterze. Ale nasz pobyt to nie tylko przyjemności. Specjalnie dla Tygodniuffki zdobyliśmy wiele ciekawych materiałów, którymi chcemy się z Wami podzielić. Jak wyglądała nasza podróż? Już opowiadamy.
W czwartkowy poranek spotkaliśmy się na dworcu PKS i wsiedliśmy do nowiutkiego autokaru, który miał nas zawieść do Mediolanu... Nie martwcie się nie będziemy Was katować 26-godzinną podróżą :) Dlatego też szybko przenosimy się do Włoch.
Pomocna dłoń
Wszystko układało się po naszej myśli, do momentu gdy nie wysiedliśmy z autokaru. Wraz ze słowami kierowcy "Mediolan - dziękujemy za poróż" czar prysł. Nie znając języka, nie mając noclegu i z portfelem wypełnionym po brzegi... dokumentami ruszyliśmy na podbój miasta. Pomocną dłoń wyciągnął do nas mało przypominający Włocha - Pakistańczyk. Swoim mało doszlifowanym angielskim wybełkotał "don't worry, me help you". Ponieważ nasz angielski jest tak samo perfekcyjny jak Dotta - bo tak miał na imię - zrozumielismy o co chodzi i zaufaliśmy mu. I bardzo dobrze, ponieważ zaprowadził nasz do pobliskiego Hostelu.
Hostel - mieszanka kultur
Zmęczeni, głodni - jedyne o czym myśleliśmy to własny pokój i prysznic. Nasze marzenia po części się spełniły, po części... Pokój był - i to najlepsze co można o nim powiedzieć. Trzy żelazne prycze sprawiały, że poczuliśmy się jak bohaterowie Prison Break. Naszymi współlokatorami byli: chrapiący Sycylijczyk, zakochany w "Zośce" Japończyk, lunatykujący Chińczyk i nie stroniący od alkoholu Polak... z Londynu. Jak sami widzicie było... nudno nie było napewno.
Ruszamy w miasto
Pierwszym celem naszego zwiedzania - chcąc nie chcąc musiało być - centrum ze słynną katedrą na placu Duomo. Trzeba przyznać, że faktycznie robi ogromne wrażenie. Każde zdjęcie robione na placu musi wyjść doskonale. To magiczne miejsce przyciąga turystów z całego świata - przyciągnęło i nas. Nieważne czy jest to dzień czy noc, lato czy zima, katedra zawsze powala na kolana - nawet tych, którzy nie są zorientowani w architekturze.
Musimy przyznać, że każdego dnia wracaliśmy tam z wielką przyjemnością.
Duomo tętni życiem 24 godziny na dobę. Niezależnie od pory, o której odwiedzaliśmy plac zawsze czuliśmy energię i magię tego miejsca.
Jest to idealne miejsce dla zakochanych. W koło katedry znajduje się mnóstwo uroczych restauracji, z których roztacza się niepowtarzalny widok. I choć warunki ekskluzywne, ceny nie powalają na kolana (20 euro - kolacja we dwoje + dobre wino).
Jak sami widzicie mejsce wspaniałe. Oświadczyny tylko na Duomo.
Fart
Podobno katedra jest piękna nie tylko z zewnątrz ale także i wewnątrz. Postanowiliśmy to sprawdzic. Pewnie tak, ale szczerze mówiąc naszą uwagę przykuło zupełnie co innego, nie związanego z architerkurą. Ku naszemu zdziwieniu, w tym samym czasie znajdował się tam trener Interu - Roberto Mancini. Gdy miną pierwszy szok postanowiliśmy porozmawiać z Mancio i poprosić go o wspólne zdjęcie. Zgodził się!
Milano - Sanremo
Gdy jeszcze nie zdąrzyliśmy ochłonąć po spotkaniu z Mancinim usłyszeliśmy głośny ryk silników. Duomo to nie autostrada więc o chodzi? Okazało się, że znajdujemy się na starcie historycznego wyścigu old car Milan - Sanremo. 150 idealnie odrestaurowanych samochodów, naprawdę robi wrażenie. Najatrakcyjniejsze było to, że wyścig nie był zamknięty i każdy mógł podziwiać auta z bliska.
Wiele zdjęć z tego wyścigu ukarze się niebawem w odzielnym artykule. Fanów motoryzacji zapraszamy za dwa tygodnie. Tymczasem jedziemy dalej...
Stulecie Interu Mediolan
Obchody stulecia rozpoczęły się na stadionie San Siro. Po meczach młodzieżowych drużyn przyszedł czas na ligowy pojedynek Interu z Regginą. Mieliśmy okazję dostać się na stadion już dwie godziny przed spotkaniem dzięki czemu mogliśmy pomóc w tworzeniu oprawy.
A oto efekt naszych działań:
Może to nie polska liga ale też robi wrażenie :)
Mecz zakończył się wynikiem 2:0 i był to dodatkowy powód do świętowania. Wraz z kibicami udaliśmy się na Duomo gdzie czekał na nas 20 metrowy torcik w niebiesko-czarnych barwach.
Atmosfery w dniu stulecia nie da się opisać, dlatego też stworzyliśmy film oddający w pełni to co działo się na stadionie i poza nim 9 marca.
Włochy to nie tylko piłka nożna, ale także najlepsza liga siatkarska na świecie. Może nie każdy zdaje sobie sprawę, ale w drużynie Sparkling Volley Milano gra vicemistrz świata, reprezentant Polski - Łukasz Kadziewicz. Naszym wielkim marzeniem było przeprowadzenie wywiadu z Lukasem - jak mawiają we Włoszech. Po tych kilku niesamowitych dniach wszystko wydawało się możliwe. Nie zawiedliśmy się.
Wszystkich fanów siatkówki zapraszamy już za tydzień na ekskluzywny wywiad z Lukaszem Kadziewiczem.
Musimy się pochwalić, bo był to jedyny wywiad jakiego udzielił Łukasz po wygranym spotkaniu.
La Scala
Jednym z najbardziej charakterystycznych dla Mediolanu miejsc jest bez wątpienia najsłynniejszy teatr świata - La Scala. Tam też zabraliśmy naszą tygodniuffkową kamerę :) Z zewnątrz miejsce to nie wygląda szczególnie interesująco, zaś w środku zapiera dech w piersiach. Więcej zdjęć już niebawem.
Liga Mistrzów
Kulminacyjnym punktem naszej wyprawy był mecz pomiędzy Interem a Liverpoolem. Spotkanie zakończyło się wygraną The Reds 0:1 (dwumecz 0:3). Mediolan pogrążył się w smutku. Podobnie było z nami choć powód trochę inny. Mieliśmy świadomość, że to ostatni dzień i trzeba pakować walizki.
Podsumowanie może wypaść jedynie na plus. Bez wielkich wydatków przeżyliśmy naprawdę wspaniały tydzień. Nigdy nie zapomnimy tego co przeżyliśmy w Mediolanie. Mamy jednocześnie nadzieję, że choć trochę przybliżyliśmy Wam piękno tego miasta.
Już wkrótce kolejne materiały z naszego pobytu w Mediolanie. Zachęcamy do komentowania i odwiedzania Tygodniuffki.
Mediolan - miasto mody, muzeów, dobrej zabawy i świątynia sportu.
Specjalnie dla Tygodniuffki udamy się w specyficzną podróż. Bez pieniędz, noclegu, i bagażu zaś z fantazją, ciekawością świata i pozytywnym nastawieniem. Pokażemy Wam Mediolan jakiego nie znacie.
W planach mamy odwiedzenie nie tylko słynnego renesansowego kościoła Santa Maria delle Grazie z freskiem Leonarda da Vinci "Ostatnia Wieczerza", czy najsłynniejszego teatru operowego świata "La Scala", gdyż tam bywa każdy turysta. My sprawdzimy to co jeszcze nie odkryte dla przeciętnych zwiedzających, a doskonale znane mieszkańcom Mediolanu. Chodzi głównie o nocne życie, imprezy, ciekawe kluby, puby itp.
Skoro o imprezach mowa istnieje taka, która odbywa się raz na sto lat. Pewnie niektórzy z Was już wiedzą o czym mówimy, lecz nie każdy musi być fanem futbolu. Zainteresowanych informujemy, że jednym z ważnejszych celów naszej wyprawy jest zrelacjonowanie stulecia lidera włoskiej Serie A - Interu Mediolan. Postaramy się uczestniczyć w jubileuszowych obchodach Nerazzurrich i przygotować jak najciekawszy reportaż z tego wydarzenia.
Trzymajcie za nas mocno kciuki i bądźcie z nami już 18 marca, gdyż właśnie wtedy ukaże się obszerna relacja z naszej podróży.
Warto odwiedzić Tygodniuffkę, gdyż szykujemy atrakcyjne niespodzianki.
Oto wywiad jaki udało nam się przeprowadzić z najbardziej znanym w Polsce kibicem Interu Mediolan, Paolo Cozzą:
Gwiazdy polskiego boksu: Dawid "Cygan" Kostecki, Krzysztof "Diablo" Włodarczyk, Damian Jonak, bracia Hutkowscy, Paweł "Harnaś" Kołodziej, czyli najsilniejszy skład Hammera zawitał do Lublina w minianą sobotę.
Galę boksu zawodowego rozpoczęła walka Jarosława Hutkowskiego. Zaplanowany na 4 rundy pojedynek, Polak wygrał jednogłośnie na punkty. Warto docenić charakter przeciwnika. Po mimo wyraźnej różnicy klas Węgier dotrwał do końca, choć nic na to nie wskazywało. Zmasowane ataki Polaka nie złamały Węgra. Liczne obrażenia i przegrana walka nie wydawały się dla niego najważniejsze. Schodził z ringu z podniesianym czołem i uniesionymi w górę rękami. Hutkowski w stu procentach wykonał założenia taktyczne zaplanowane przed walką.
Kolejnym starciem była walka Marcina Najmana z Węgrem - Stefanem Cirokiem. El Testosteron dał kibicom to, czego chcięli - walka zakończyła się knockoutem w drugiej rundzie. Widowisko było jednostronne, a wynik walki był znany praktycznie przed pierwszym gongiem. Stało się to, co stać się musiało...
Tomasz Hutkowski wystąpił jako trzeci. Głównym założeniem było przeboksowanie walki w pełnym wymiarze czasowym. Tak się jednak nie stało, gdyż przeciwnik Polaka poddał się. Starcie zakończyło się przez techniczny knockout.
Prawdziwy boks zaczął się wraz z pojawieniem się na ringu Damiana Jonaka. Jego przeciwnikiem był Aleksander Benidze. Pojedynek zelektryzował lubelską publiczność, ponieważ Gruzin jako pierwszy postawił wysoko poprzeczkę. Walka zakończyła się zwycięstwem na punkty Polaka. To był idealny wstęp do trzech najważniejszych walk wieczoru.
Wraz z wywołaniem na ring Dawida "Cygana" Kosteckiego Globus "eksplodował" euforią. Mimo, iż pojedynek nie był toczony o pas mistrzowski już przed jego rozpoczęciem wzbudzał wielkie emocje. Kibice byli ciekawi, czy Cygan "podpali" się tak jak podczas gali w Rzeszowie. Pierwsze rundy były realizacją zadań taktycznych, zaś ostatnie dwie to typowa "bijatyka". Armen Azizian starał się sprowokować Polaka - znanego z porywczego charakteru. Trzeba przyznać, że osiągnął swój cel. Wygłodniały knockoutu Dawid postawił wszystko na jedną kartę. Walka zakończyła się jednogłośnym zwycięstwem na punkty reprezentanta Hammera.
Pierwszą z dwóch głównych walk była walka w obronie pasa młodzieżowego mistrza świata organizacji WBC. Na przeciw obrońcy tytułu - Pawła Kołodzieja stanął Laszlo Hubert z Węgier. Fizycznie, przeciwnik "Harnasia" prezentował się najlepiej spośród przeciwników Polaków. Pojedynek zakontraktowany był na dziesięć rund, jednak zakończył się w siódmej rundzie przez knockout. Siódma runda była prawdziwym popisem siły i techniki Pawła. Do trzech razy sztuka, jak mówi przysłowie. Po dwóch knockdownach przyszedł czas na decydujący knockout, który odebrał Hubertowi chęci do dalszej walki. W wywiadzie przed galą dla lublin.com.pl Paweł powiedział, że jest w życiowej formie. Walka zdecydowanie potwierdziła te odczucia. Już nikt nie odbierze Harnasiowi tytułu, gdyż kończy wiek młodzieżowca.
Apogeum emocji przypadło na konfrontację Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka z Gaborem Halaszem z Węgier. Kibice podeszli najbiżej jak tylko było to możliwe - oglądali walkę spod samego ringu. Diablo po mimo doskwierającej kontuzji łokcia zdołał pokonać swego przeciwnika, jednak styl w jaki tego dokonał pozostawiał wiele do życzenia. Po walce przyznał nam, że rozcięty łuk brwiowy spowodowany był uderzeniem głową. Na pochwałę zasługuje zachowanie fair play Polaka, gdyż przyznał się do faulu.
Specjalnie dla lublin.com.pl, tuż po gali wywiadu udzielił znany komentator sportowy Polsatu Sport - Mateusz Borek.
Przed godziną zakończyła się ceremonia ważenia bokserów. To była pierwsza a zarazem ostatnia bezbolesna konfrontacja przed jutrzejszą galą. Sądząc po zachowaniu bokserów nasi pięściarze nie powinni mieć większych problemów. Jedynie przeciwnicy Dawida "Cygana" Kosteckiego i Pawła "Harnasia" Kołodzieja sprawiali wrażenie pewnych siebie. Gala zapowiada się interesująco, dlatego też zapraszamy do halę Globus do dopingowania naszych zawodników.
Już w poniedziałek, w specjalnym wydaniu Tygodniuffki ukaże się obszerna relacja z tego wydarzenia.
Krzysztof "Diablo" Włodarczyk, czy Dawid "Cygan" Kostecki to tylko kilka nazwisk bokserów, którzy będą walczyć podczas gali boksu zawodowego w Lublinie.
Wszystkich fanów światowego boksu zapraszamy na galę organizowaną przez Hammer KnockOut Promotions. Gala odbędzie się w najbliższą sobotę w Hali Globus - rozpoczęcie o godzinie 19.30.
Pragniemy, także przypomnieć o konkursie organizowanym przez lublin.com.pl. Do wygrania są dwa bilety na galę boksu. Co musicie zrobić by je wygrać? To proste! Należy na forum napisać najciekawsze pytanie, które potem zadamy bokserom. Dwa pierwsze miejsca nagradzane są biletami.
Drodzy klubowicze już w najbliższą środę rozpoczyna się Wielki Post. W duchu chrześcijaństwa pozostało niewiele czasu na zabawę w procentowych klimatach. Zaledwie 4 dni imprez i... 40 dni oraz 40 nocy "ładowania baterii" na kolejny karnawał.
Poniżej przedstawiamy listę klubów i dyskotek, do których musimy się wybrać przed 40-dniowym "odpoczynkiem".
Lista ostatkowych imprez:
Sobota:
Poziom - Klubowa sobota (start 21.00)
Vegas - (start 21.30, wstęp 5zł)
Archiwum - Senso B-Day Party/ostatki (start 21.00, wstęp 10zł)
D-Signe - Good Vibrations (start 20.00, wstęp 10zł / Panie do 21.00 free)
Zapewne, każdy fan disco polo wczorajszy wieczór spędził w klubie Poziom. Dlaczego? Wczoraj właśnie odbył się koncert zespołu Weekend.
Spragnieni pozytywnych i melodyjnych dźwięków mogli odnaleźć ukojenie w piosenkach Weekendu.
Dyskoteka (jak co każdy wtorek) utrzymana była w konwencji discopolowej. DJ rozgrzewał przybyłych klubowiczów znanymi i lubianymi piosenkami disco polo.
Koncert Weekendu rozpoczął się o godzinie 23.00. Zespół dosyć szybko nawiązał kontakt z publicznością dzięki wpadającym w ucho piosenkom.
Ten zabieg sprawił, że występ można uznać za udany. Świetnie się bawiliśmy. Oby więcej było takich koncertów w przystępnych cenach (tylko 5 zł)
Wczoraj mieliśmy przyjemność (a obawialiśmy się, że i ryzyko) porozmawiać z bokserskim mistrzem świata Federacji IBC Krzysztofem "Diablo" Włodarczykiem. 9 lutego skrzyżuje on rękawice w obronie tytułu w 12 rundowej walce w lubelskim Globusie. Po oficjalnej konferencji udało nam się namówić "Diablo" - ktróry wydaje się być w świetnej formie - do udzielenia nam specjalnego wywiadu. Staraliśmy sie nie być w pytaniach zbyt natarczywi, ale Krzysztof obiecał, że poświęci nam czas także po - mamy nadzieję - zwycieskiej walce. Wtedy jako, że mistrz będzie z pewnością nieco osłabiony, pozwolimy sobie przejść (w pytaniach) do agresywniejszego kontrataku :-)
Coraz większymi krokami nadchodzą ostatki. Przed nami pozostało już niewiele imprez na jakie możemy się wybrać. Ten czas, który nam pozostał powinniśmy spędzić ze znajomymi w klubach.
Jak co tydzień przedstawiamy Wam listę dyskotek, do których można się wybrać, aby miło spędzić czas.
Oto kilka polecanych przez nas klubów:
Sobota:
Archiwum - Solos de Brasil (start 21.00, wstęp 10zł)
Esculap - Mega Disco Polo Najt (start 20.00, liczba miejsc ograniczona)
MC - Czarna Niedziela (start 20.00, wstęp po 21.00 5zł)
Komitet - Śpiewać każdy może (start 21.00, wstęp free)
68 - 70's80's90's (start 21.00, wstęp free)
Dla wszystkich discopolomaniaków mamy dobrą wiadomość. W nadchodzący wtorek w klubie Poziom zagra zespół Weekend. Wstęp to jedyne 5 polskich nowych złotych :)
Jak w każdy wtorek w klubie Poziom organizowana była impreza w klimatach disco.
Niektórych powaliła nawet na kolana (fota po lewej).
Każdy kto chciał się porządnie wybawić, mógł spokojnie zawitać do Poziomu. Impreza kręciła się wokół dyskotekowych rytmów i największych hitów ostatnich lat.
Warto pochwalić Dj-a, który potrafił "wyciągnąć" na parkiet nawet największych leni.
Można było bawić się do 2 w nocy i wielu z parkietu wygonił dopiero brak muzyki. Naszym zdaniem impreza była udana ale nie dla właścicieli. Chociaż imprezowicze starali się nadrabiać to miejsca na sali było pod dostatkiem z powodu małej frekwencji.
Niedzielny finał WOŚP odbył się w dosyć nietypowym miejscu, bo na Dworcu Głównym PKP.
Wybór tego miejsca sprawił, że dojazd był ograniczony (bezpośrednio pod dworzec można było dojechać tylko linią 150).
Frekwencja, także nie była nadzwyczjana. Może dlatego, że atrakcje też nie najwyższych lotów... Zabrakło osobistości, które sciągnęłyby tłumy. Ludzie głównie stali i marźli - nie licząc tych, którzy wspomagali się płynami rozgrzewającymi - a było ich nie mało.
Tak jak obiecano, policja czuwała. Była niezmiernie pochłonięta... rozmową z taksówkarzami przed peronem. Zdaniem wielu - strach było chodzić samemu - co wiązało się z wyborem lokalizacji. Rzadko napotykaliśmy całe rodziny z dziećmi, częście grupki młodych "fanów orkiestry", nie do końca zainteresowanych koncertem.
Co Lublin miał wspólnego z innymi miastami? Chyba jedynie nazwę "Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy". Jeśli ktoś naprawdę chciał wspomóc akcję, mógł wrzucić pieniążek do jednej z prawie 1000 puszek wolontariuszy. A wieczorem usiąść wygodnie przed telewizorem i obejrzeć jak inne duże miasta potrafią zrobić przy okazji szczytnej akcji niepowtarzalne show.
Miejmy nadzieję, że za rok organizatorzy spiszą się o niebo lepiej! Chcemy gwiazd!!! Lublin to duże i piękne miasto. Zasługuje na wiele więcej!
To tylko nasze opinie. Zgadzacie się z nimi, czy nie? Komentujcie.
Już w najbliższą niedzielę w Lublinie odbędzie się wielkie kwestowanie z okazji XVI finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Jeśli jesteście zainteresowani tym co zaplanowali dla nas organizatorzy, to zapraszamy do ściągnięcia planu dnia WOŚP (do otworzenia planu potrzebny jest program Adobe Reader).
Lublin jest dosyć sporym miastem z wieloma klubami, dyskotekami oraz pubami. Gdzie należy się wybrać aby się dobrze bawić? Hm... trudne pytanie. Opcji jest wiele. W tym artykule przedstawimy Wam listę klubów, do których można, a nawet należy się wybrać w nadchodzący weekend.
A oto kilka naszych propozycji:
Sobota:
Mandagora - koncert zespołu Mandagora Trio (start 19.30)
Winiarnia u Dyszona - koncert zespołu Blueski (start 20.00)
LULU - retroakcja (start 20.00)
Archiwum - Chonabibe (start 21.00)
Niedziela:
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy!!!
Zapraszamy do wspólnej zabawy w całym Lublinie! Oj będzie się działo :)
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku życzymy Wam: samych dobrych Wiadomości, stabilnego wzrostu Gospodarki,
ekscytującego Sportu :), efektywnej Pracy, braku kolejek na Poczcie, dużo, dużo
zdrowia i spokoju w Czterech Kątach…
Rok 2008 zbliża się wielkimi krokami. Pewnie każdy ma już jakieś plany na tę szczególną noc, lecz co z tymi, którzy takich planów nie mają, a siedzenie w domu jest jedyną formą uczczenia nadchodzącego roku? Nie możemy na to pozwolić :) dlatego też ten artykuł kierowany jest właśnie do tych osób.
Przedstawiamy Wam listę klubów w Lublinie, które organizują imprezę z okazji nadchodzącego roku 2008 !
Oto lista miejsc, do których możemy się wybrać:
Czekolada:
Sylwester (City Glam With Choco)
wstęp: 50zł/osoba
W minioną środę w klubie Poziom odbył się koncert "legendarnej" grupy Boys :)
Występ rozpoczął się ostrym uderzeniem: "Kochana uwierz mi" a z czasem tempo jeszcze rosło. Koncert był przekrojem największych hitów zespołu, wzbogaconym o nowe utwory i aranżacje starych piosenek.
Miłym zaskoczeniem dla fanów była dostępność lidera zespołu - Marcina Millera (fot. po lewej). Przez długi czas discopolomaniacy domagali się autografów i fotek, które bez problemu otrzymywali. Odważni mogli nawet pokusić się o wspólną "herbatkę" :)
Największym minusem całej imprezy była niska frekwencja. Trudno powiedzieć czy spowodowały to dosyć drogie bilety (15zł.) czy może późna godzina występu (22.30). Faktem jest jednak, iż ze spodziewanych 500 osób zjawiła sie być może połowa.
Jako reprezentanci mniejszości bawiącej się pod sceną zaliczamy tę imprezę do bardzo udanych.
Oto wywiad jaki udało nam się przeprowadzić z liderem grupy - Marcinem Millerem:
Wszystko wskazuje na to, że po okresie niebytu disco polo znów powraca do łask. Jak Ty zapatrujesz się na tę kwestie? Jak ma się disco polo i sam zespół Boys?
Jeśli chdzi o disco polo, to nie wiem, ale biorąc pod uwagę, że zespół Boys jest wizytówką tej muzyki to ma się ona bardzo dobrze. Jeśli nawet nie wyśmienicie.
Czyli jest lepiej niz w latach 90'?
Myślę, że jest tak samo jak za pięknych, dobrych, wspaniałych lat, czyli rok 96'-98'. Te lata to był największy szał, kiedy się wyjeżdżało na dwa tygodnie z domu koncertowało non-stop. Teraz doszło to, że jest szum medialny ale jeśli mam być szczery trochę tego nie wytrzymuję.
Jak przetrwaliście czas medialnej nagonki na waszą muzykę, próby wyeliminowania jej z rynku muzycznego? Czy zespół Boys grał w tym okresie? A może robiliście coś innego?
Śpiewanie, komponowanie, jednym słowem koncerty były jedynym źródłem mojego utrzymania. Mojego i mojej rodziny. Stąd cały czas koncertowaliśmy. Nawet jeśli się o tym nie pisało, nie mówiło, zespół Boys cały czas istniał i występował na scenie. Wiadomo, że nie było to 5 koncertów w tygodniu, ale jeden na tydzień lub na 2 tygodnie. Z czasem nawet się przyzwyczaiłem, że media o nas nie mówiły. Było jakoś tak fajnie, spokojnie...
Czy to znaczy, że wolałbyś aby wasza twórczość była wyjęta z pod tego całego szumu medialnego?
Fajnie jest jak ludzie cię rozpoznają, jak jesteś w telewizji, jak piszą o tobie w prasie. To bardzo pozytywne i powoli muszę się z tym oswajać, raz jeszcze do tego przyzwyczaić. Ten medal, medal popularności ma dwie strony. Jest świetnie ale ja mam jeszcze rodzinę i dla nich też muszę wygospodarować trochę czasu.
W czym tkwi fenomen waszych hitów? Jak to się dzieje, że po tylu latach impreza, na której nie zagrana zostanie "Szalona" czy "Niech żyje wolność" nie może się udać?
Naprawdę nie chciałbym się powtarzać... Jest wiadomą rzeczą, że piszemy piosenki, nie ukrywajmy, proste, wręcz niekiedy banalne i łatwo wpadające w ucho. No i tyle...
Czyli ludzie tego potrzebują?
Słowiańska dusza jest taka, że lubi śpiewać, lubi się bawić. Po prostu... ja nie chciałbym obrażać żadnej grupy, czy to hip-hopowców, metalowców bo są oni jak najbardziej potrzebni i mam dla nich szacunek. nie zmienia to jednak faktu, że prości ludzie, którzy ciężko pracują przez cały tydzień, gdy przychodzi czas wolny chcą iść do klubu, wziąć piwko i pośpiewać: "laj lala laj" :) To normalne, a hip-hopowcy, czy metalowcy też przychodzą, żeby się pośmiać i zabawić.
Jednak pośmiać?
Ja zauważyłem, że ten śmiech jest bardzo kulturalny. Nawet studenci... To jest naprawdę "szacun". Oni przychodzą poprzebierani, jakieś dziwne fanaberie, bawią się, szaleją. Szanuję ich za to. Jest prosto i to wszystko.
Dwa tygodnie temu byliście w Big Braderze. Co powiesz o tych kilkunastu stanikach, które poleciały w twoim kierunku podczas występu? Często się to zdarza :?
To było wszystko ustalone. Pamiętajcie, że to co widzicie w TV to wszystko kłamstwo. Robią to na potrzeby telewizji, na potrzeby produkcji. Najlepiej to zweryfikuje samo życie. Przychodzisz na koncert i widzisz sam. Podoba się - jest ok, nie podoba - to zespół jest do bani i tyle... My staramy się w każdy koncert wlewać pozytywne emocje, aby ludzie coś wynosili. Żeby mówili: "Boysi - fajny koncert dali. Nie lubię tych sukinsynów ale fajnie było posłuchać".
Zapraszamy do wypełnienia ankiety dotyczącej Klubu "Poziom" w którym odbył się koncert.
W minioną sobotę o godzinie 18.00 w
supermarkecie Leclerc odbył się koncert Gosi
Andrzejewicz (fot. po lewej).
Była to bardzo dobra impreza. Mimo skromnych warunków na koncert
gwiazdy przybyły rzesze fanów pragnących pozytywnych klimatów i
ciepłego głosu wokalistki.
Uwagę zwraca łatwość z jaką Gosia nawiązywała kontakt z publicznością.
W jej zachowaniu nie można było dostrzec elementów gwiazdorstwa. Wręcz
przeciwnie zachowywała sie bardzo naturalnie i spontaniecznie co szybko
wychwycili fani stając się częścią występu.
Mimo wizerunku delikatnej i subtelnej, Gosia pokazała prawdziwy pazur.
Koncert utrzymany był w klubowym klimacie co sprawiło, że zmarznięci
fani szybko zdjęli szaliki i czapeczki :) Kto nie był niech żałuje -
dla nas BOMBA !!!
A oto co Gosia powiedziała nam po występie:
Czy podobała się Ci się atmosfera na koncercie?
„Bardzo mi się podobała. To jeden z najlepszych moich koncertów.
Publiczność była rozbawiona, przede wszystkim pełna energii, znała
doskonale wszystkie moje piosenki. Nie spodziewałam się tego, ponieważ
nawet niepromowane utwory były doskonale znane. Jestem pod wielkim
wrażeniem i na pewno napiszę o tym na swojej stronie internetowej (http://www.gosiaandrzejewicz.pl/ - przyp. red. ).”
Koncert utrzymany był w konwencji klubowej – było dużo remixów i
piosenek tanecznych. Zabrakło zaś utworów nastrojowych takich jak
„Zanim powiesz”. Dlaczego?
„Chciałam dzisiaj rozruszać cała publiczność, ponieważ atmosfera na
zewnątrz jest przygnębiająca, a piosenka „Zanim powiesz” jest dosyć
depresyjnym utworem, dobrym na pożegnania. Dlatego koncert był
utrzymany w klubowej atmosferze z przewagą tanecznych utworów. Jestem
osobą radosna i optymistyczną, dlatego też chciałabym być kojarzona z
takimi właśnie utworami.”
Czy lubisz brać udział w muzycznych konkursach?
„Szczerze mówiąc to w ogóle nie lubię brać udziału w jakichkolwiek
konkursach, ponieważ to wszystko wydaje mi się bardzo sztuczne. Przede
wszystkim nie lubię jak mnie ocenia jury. Jeśli konkursy są tego typu,
że fani wysyłają swoje głosy to jestem jak najbardziej na tak, ponieważ
ich zdanie jest dla mnie najważniejsze.”
Jakie obecnie są Twoje relacje z Elżbietą Zapendowską?
„Relacje są takie same jak były. Nic się nie zmieniło. Udzieliłam
już wielu wywiadów na ten temat. Sądzę, że to wszystko było zaplanowane
pod program Kuby Wojewódzkiego. Uważam, że ktoś podkusił ją do tego by
tak powiedziała. To jest dla mnie nie zrozumiałe, ponieważ najpierw
wypowiadała się ciepło, zaś póżniej jawnie krytykowała. Dlatego też
powstał teledysk do piosenki "Siła marzeń".
30 Listopada ukazała się twoja nowa płyta pt.: „Zimno? Przytul
mnie!”. Jak wiemy zysk z jej sprzedaży zostanie przeznaczony na
fundację „Pajacyk”. To jest piękny gest z Twojej strony. Co zmotywowało
Cię do podjęcia takiej decyzji?
„Po raz pierwszy przyłączyłam się do tego typu akcji gdyż
postanowiłam połączyć dwa w jednym. Z jednej strony sprawiamy sobie
przyjemność kupując tę płytę, na której znajduje się dużo ciepła i
atmosfery świątecznej, zaś z drugiej strony dajemy radość i szczęście
dzieciom, które najbardziej tego potrzebują. Dlatego też przyłączyłam
się do fundacji „Pajacyk” gdyż gromadzi ona najważniejsze informacje z
wszelkich placówek o dzieciach najbardziej potrzebujących i jest
fundacją wiarygodną. Wzbudza ona moje zaufanie i wiem, że także wzbudzi
je u osób, które zakupią tę płytę. Jak już wspominałam kupując tę
składankę robimy prezent sobie jak i dzieciom naprawdę potrzebującym.”
To są pozdrowienia, które Gosia umieściła na naszej stronie: