Kontrwywiad
Wtorek 29.04.2008, 13:56:05
Wywiad z Ireną Koźmińską – założycielką i prezesem Fundacji ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom Dlaczego właśnie książka ? „Z książki płynie odwaga, książka w życiu pomaga...” – ten pean na cześć książki z jakiejś szkolnej czytanki jest wciąż aktualny! Czytanie dzieciom, potem czytanie samodzielne są nie do przecenienia w rozwoju dziecka – zarówno intelektualnym, jak i emocjonalnym. Badania wykazały, że dzieci, którym codziennie się czyta, lepiej rozumieją teksty zadań i poleceń, mają większy zasób słów, większą wyobraźnię, lepiej się koncentrują, rozwijają zdolność myślenia przyczynowo - skutkowego, szybciej nabywają umiejętności społecznych przydatnych np. w rozwiązywaniu problemów i konfliktów. Jeśli czyta nauczyciel w szkole, powstaje emocjonalna wieź między nim a uczniami, dzieci w klasie wykazują znacznie mniej aspołecznych zachowań i spada ilość aktów agresji. Jeśli rodzice czytają dzieciom w domu, zaspokajają ich potrzeby emocjonalne: dziecko czuje się kochane, bo mama czy tata jest blisko niego, przytula lub bierze na kolana, spędza z nim czas. Dziecko czuje się ważne dla swoich rodziców, buduje więc poczucie własnej wartości. Okazuje się, że wielu rodziców deklarując spędzanie czasu z dzieckiem ma na myśli wspólne oglądanie telewizji (tak deklaruje 57 % Polaków) lub zakupy (24%). Jesteśmy wtedy z dzieckiem, ale czy dla dziecka? Tymczasem wspólne czytanie jest wartościowym czasem poświęcanym dziecku. Potem o przeczytanych książkach można rozmawiać, uczyć dzieci wartości moralnych, empatii, właściwych zachowań. Dlatego książka. Czy książka ma szansę w starciu z nowymi mediami? Media elektroniczne są dla dzieci atrakcyjne – kalejdoskop obrazów, feeria barw, bogactwo dźwięków. Czy tradycyjna książka może stanowić dla nich konkurencję? Tak, jeśli jest czytana dziecku przez rodzica. Bo nie ma dla malucha lepszej formy spędzania czasu niż bycie z rodzicami. Dziecko nadmiernie oglądające telewizję, dziecko prze ekranem komputera, to dziecko samotne. Smutne statystyki pokazują, że przeciętna matka spędza z dzieckiem pół godziny dziennie, ojciec – 7 minut. Przed telewizorem dziecko spędza 4 godziny w ciągu dnia. Ale czy to jego wybór, czy w ten sposób zabija samotność, nudę? Pewna mała dziewczynka nie chciała słuchać swojej ulubionej bajki z płyty nagranej przez najlepszych aktorów, z muzyką i efektami dźwiękowymi. Chciała, żeby czytał jej tę bajkę tata. Dlaczego? Przecież jego czytaniu daleko było do atrakcyjności nagrania. Córeczka wytłumaczyła to prosto: „Bo odtwarzacz nie weźmie mnie na kolana...” Jakie jest Pani zdanie na temat stwierdzenia, że telewizja ogłupia ? Wszystko, co w nadmiarze – szkodzi. Są programy telewizyjne, które rozszerzają horyzonty, pokazują świat, uczą wielu rzeczy. Ale oglądanie telewizji bez wyboru i bez umiaru – oczywiście szkodzi i ogłupia. Lekarze twierdzą, że wielogodzinne oglądanie telewizji wręcz zmienia strukturę mózgu, niszczy połączenia nerwowe. Amerykańska Akademia Pediatrów zaleca, by dzieci do lat dwóch wcale nie miały kontaktu z telewizją, a starsze spędzały łącznie nie więcej niż dwie godziny przed ekranem telewizora i komputera łącznie! Ponadto telewizja daje gotowy obraz – nie ma tu przestrzeni dla wyobraźni i dla bogatego języka, co jest atutem literatury. Dlaczego tak wielki nacisk kładzie się na propagowanie czytania wśród najmłodszych? Ponieważ czytelnika możemy wychować czytając dziecku od urodzenia. Niektórzy rodzice, a nawet pedagodzy dziwią się: po co czytać niemowlęciu, które nic nie rozumie? Dziecko nie rozumie języka, to prawda, ale rozumie bardzo dużo na płaszczyźnie emocjonalnej. W ramionach czytającego rodzica czuje się bezpieczne, kochane, jest mu dobrze i przyjemnie. Dlatego w późniejszych latach akt czytania będzie kojarzyło z przyjemnością, a takie skojarzenie spowoduje, że samo chętnie sięgnie po książkę. "Naród, który mało czyta, mało wie. Naród, który mało wie, podejmuje złe decyzje - w domu, na rynku, w sądzie, przy urnach wyborczych" (Jim Trelease) To brzmi bardzo poważnie. Czy na prawdę tak wiele zależy od tego, czy i co czytamy ? Czytanie i pisanie jest podstawową kompetencją, z jaką młody człowiek opuszcza szkołę. Jeśli nie umie i nie lubi czytać, w jaki sposób zdobędzie wiedzę niezbędną w każdej dziedzinie życia? Co dziesięć lat ludzkość podwaja swoją wiedzę – jeśli nie będziemy nadążać – czytając – czy nie zostaniemy w peletonie? Jak oceni Pani kondycję naszego czytelnictwa ? Jak statystyczny Polak wypada na tle innych narodów ? Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową, statystycznie co drugi dorosły Polak przeczytał w ubiegłym roku jedną książkę. To niewiele, w porównaniu np. z Duńczykiem, który w tym czasie przeczytał 4 książki. Może za kilkanaście lat to się zmieni , bo dziś mamy sygnały, że rodzice do bibliotek zapisują nawet dwulatki! Wierzy Pani w sens obchodzenia Światowego Dnia Książki? Taki dzień pozwala przypomnieć sobie o książce tym, którzy nie czytają, jest jak imieniny kogoś bliskiego, bo książka wciąż jest nam bliska. A czy obchodzimy Dzień Internetu, Programu Telewizyjnego czy Gry Komputerowej? Rozmawiał: Mateusz Sokołowski Powyższy wywiad pochodzi z obecnego numeru Alternatywy.
Komentarze(0)
W najnowszym numerze Alternatywy!
Piątek 25.04.2008, 13:16:11
Najnowszy, siódmy numer Alternatywy już jest dostępny, a w nim: - „Mistrzostwo świata w zasięgu ręki” – materiał o studentach, którzy zdobyli mistrzostwo Polski w „Odysei Umysłu” i teraz mają szansę na wyjazd na mistrzostwa świata do Stanów Zjednoczonych - W kontrwywiadzie, jak zawsze prezentujemy dwa różne spojrzenia na ten sam temat. Tym razem, nawiązując do Międzynarodowego Dnia Książki, który był 23 kwietnia rozmawiamy z Ireną Koźmińską, założycielką Fundacji ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom oraz z Jackiem Szatem, psychologiem i psychoterapeutą, który opowiada między innymi o tym, czy można uzależnić się od książek. - „Co tam słychać w Panopticum” sylwetka grupy Panopticum, czyli kilka słów o pasji teatralnej młodych ludzi. - „Lublin tańczy”. W związku ze zbliżającym się Międzynarodowym Dniem Tańca, przybliżamy działalność Lubelskiego Teatru Tańca - „Stać się dzieckiem” – rozmowa z Jerzym Zelnikiem, odtwórcą głównej roli w filmie „Faraon” - Poza tym, już standardowo: recenzje filmów, płyt i książek, alternatywny rozkład jazdy, redaktor bezczelny i wiele innych ciekawych tekstów
Komentarze(0)
Lublin tańczy
Wtorek 22.04.2008, 15:31:42
Taniec jest dla nich pasją, przekazem pozytywnej energii, innym wymiarem rzeczywistości, ciężką fizyczną pracą, zawodem – po prostu całym życiem 
O kim mowa? O tancerzach Lubelskiego Teatru Tańca. Ich historia zaczyna się w 1993 roku, gdy Hanna Strzemiecka (wieloletni choreograf i dyrektor artystyczny zespołu) zakłada Grupę Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej. – Z czasem nabyliśmy doświadczenie i w 2001 roku udało się powołać zawodowy Lubelski Teatr Tańca – mówi jedna z tancerek, Anna Żak. W skład grupy wchodzą jeszcze: Ryszard Kalinowski (od 2006 roku kierownik artystyczny), Wojciech Kaproń i Beata Mysiak (od 2005 roku). LTT propaguje sztukę tańca w różnorodny sposób. Już od dwunastu lat organizuje Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca. Ten pięciodniowy festiwal odbywa się, co roku, w listopadzie. Przyjeżdżają na niego teatry z całego świata, prezentowane są wystawy, odbywają się rozmowy z artystami, warsztaty. – Przez pięć dni Lublin staje się stolicą teatrów tańca. Jest to jeden z najbardziej docenianych festiwali w Polsce, w Europie, a nawet i na świecie – podkreśla Anna Żak. 
Zespół LTT był wielokrotnie nagradzany w kraju i za granicą. Jedna z ważniejszych nagród to II nagroda za spektakl „Belissimo” (choreografia - Ryszard Kalinowski) na VII Międzynarodowym Konkursie Tańca Współczesnego „Best German Dance Solo” w Lipsku (2005 rok) – Do tej pory to chyba nasze największe osiągnięcie, a także mój spektakl autorski, bardzo ważny dla mnie. To też jakiś krok na drodze do spektaklu „NN”, na którym się teraz skupiamy - mówi Ryszard Kalinowski. 
Spektakl „NN” (premiera 19 kwietnia) poświęcony jest Wacławowi Niżyńskiemu – wybitnemu choreografowi, tancerzowi, artyście. – Ta postać jest niezwykle trudna do wiwisekcji. Niżyński był chory na schizofrenię, posiadał wiele osobowości – zwraca uwagę Wojciech Kaproń. Ryszard Kalinowski dodaje – tak bardzo przejęliśmy się losem tego człowieka, że postanowiliśmy zmierzyć się z trudnym tematem, jakim jest jego złożona osobowość. To życie z jednej strony było bardzo piękne a z drugiej - bardzo okrutne. Jolanta Goździk Więcej o Lubelskim Teatrze Tańca i jego najnowszych projektach przeczytasz już w czwartek w Alternatywie!
Komentarze(0)
Co tam słychać w Panopticum
Wtorek 22.04.2008, 15:16:26
Różni ich wiele: wiek, wzrost, kolor oczu, charakter, numer buta i tysiąc innych rzeczy. Łączy, wspólna pasja – teatr. Kim są? To gimnazjaliści, licealiści i studenci, którzy tworzą Panopticum – najstarszy lubelski młodzieżowy teatr (MDK „Pod Akacją” przy ul. Grodzkiej). Istnieje nieprzerwanie od ponad 23 lat. W tym czasie zagrał ponad trzydzieści premier i był wielokrotnie nagradzany, w kraju i za granicą (najważniejsze są dwie „Złote Maski” zdobyte na Ogólnopolskim Forum Teatrów Młodzieżowych w Poznaniu). Panopticum występował w Finlandii i w Niemczech, współpracuje z młodymi teatrami niezależnymi, ośrodkami polonijnymi i międzynarodową organizacją teatralną ASSITEJ. Uczestniczył też w Światowym Kongresie Teatralnym i Europejskich Warsztatach Teatralnych w Ankarze i Münster. Tu swoje pierwsze kroki stawiali: Janusz Józefowicz (dyrektor artystyczny Teatru Buffo), Łukasz Witt-Michałowski (reżyser, aktor i założyciel lubelskiej Sceny Prapremier InVitro), Monika Obara (Elka z „M jak Miłość) czy Anita Sokołowska (Lena z „Na dobre i złe”). Założycielem teatru, reżyserem, a przede wszystkim „Szefem” – jak pieszczotliwie nazwała go młodzież – jest Mieczysław Wojtas. Polonista, historyk sztuki, artysta plastyk. – Nasza działalność ma przede wszystkim charakter edukacyjny – mówi szef. – Ważne jest również to, by ci młodzi ludzie znaleźli tu swoje miejsce, by mogli opowiadać o sobie i o świecie własnym głosem, choć słowami poetów. – Szef jest nieziemski – mówi Krzysztof, maturzysta. – To człowiek z wielką werwą i chęcią do działania z młodzieżą. Nie możemy być od niego gorsi. W programie zajęć, duży nacisk położono na warsztat: ćwiczenie dykcji (frazy „Szczwana szczeżuja strzyga śliną”, „Zmiażdżona dżdżownica leży pod drżącym drzewem w dżungli” nie stanowią dla młodych aktorów problemu), zadania aktorskie i śpiew. Teatr to miejsce, w którym mogą ciekawie spędzić czas, spotkać przyjaciół, popracować nad dykcją, lub nową etiudą dramatyczną, przeżyć przygodę. Nauczyli się tutaj otwartości i śmiałości. Większości marzy się zawodowe aktorstwo. – W teatrze odpoczywam – mówi Janek, student pedagogiki. – Gdy mam zły humor, przychodzę tu, a po próbie jestem już spokojny. – Nie wyobrażam sobie życia bez teatru – dodaje Ola, gimnazjalistka. – Zrezygnowałam z innych zajęć, by móc tu być. Krzysztof: - Jeśli komuś marzy się bohema, cyganeria, to tutaj jest tego namiastka, ale bez ćpania i picia. Szef: - Odkrywają siebie na nowo, zaczynają patrzeć inaczej na siebie i innych, zawiązują się tu znakomite przyjaźnie. Poetyka Panopticum balansuje pomiędzy groteską, metaforą, teatrem absurdu. Nigdy nie korzystają z tzw. gotowców. Młodzi aktorzy sami wyszukują teksty, interpretują je i tworzą spektakle. - Nic im z góry nie narzucam - podkreśla Mieczysław Wojtas. 18 kwietnia była premiera „Ósmego dnia stworzenia” opartego na tekstach Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, a na zbliżające się 25-lecie Panopticum planuje wydanie płyty z teatralnymi utworami. Jolanta Goździk Ten artykuł znajdziesz na najnowszym numerze Alternatywy!
Komentarze(0)
O czym marzy Jerzy Zelnik
Wtorek 22.04.2008, 15:08:44
Rozmowa z Jerzym Zelnikiem, aktorem, odtwórcą głównej roli w filmie "Faraon", Jerzego Kawalerowicza. Alternatywa: Czy rola władcy Egiptu w Faraonie sprawiła, że jest pan kojarzony głównie z tym filmem? Jerzy Zelnik: Jest to popularny film, który był nominowany do Oscara. Na ogół ludzie są skazani na film, natomiast nie znają mojej twórczości teatralnej, telewizyjną słabo. Ale Faraon, jest to taki właściwie wstęp do kariery, bo przecież byłem 18-letnim chłopcem, cóż ja mogłem wiedzieć o tym zawodzie. Nie jest to rola, która jest dla mnie najważniejszą w życiu. To taki wspaniały początek w moim życiu, ale nic więcej. A: Która ze sztuk, w których grał pan rolę utkwiła panu najbardziej w pamięci? J. Z.: Najbardziej lubię rolę Razumowa w "Spiskowcach" Konrada Korzeniowskiego, także rolę Hrabiego Henryka w "Nie-boskiej komedii". Gram wiele ról właśnie takich, o których ludzie na ogół marzą. Miałem to szczęście, że grałem Klaudiusza w "Hamlecie". To są te role, które lubię. Ostatnio gram Don Juana w teatrze, który jeszcze prowadzę, artystycznie zarządzam. Jest to Teatr Nowy imienia Kazimierza Dejmka w Łodzi. Do czerwca będę tam jeszcze dyrektorem i żegnam się z tym teatrem właśnie rolą Don Juana, w "Don Juanie" Moliera. A: O czym marzy Jerzy Zelnik? J. Z.: Moje marzenie jest takie, żeby stać się znów dzieckiem, tzn. podróżować, jeździć na rowerze, przestać uprawiać ten zawód w tych sytuacjach, kiedy nie mam na niego ochoty. Żeby za te parę miesięcy, kiedy stanę się wolnym człowiekiem, już nie będę nigdzie na etacie, żeby być człowiekiem niezależnym, którego stać na to, żeby wsiąść w samochód i po prostu pojechać, gdzieś daleko, daleko, gdzie go oczy poniosą. ... Pełny tekst wywiadu przeczytasz w najnowszym numerze Alternatywy – już w najbliższy czwartek!
Komentarze(0)
|